Mir Domowy.

Długo rozmyślałem na tym, czy jest granica, lub czy powinna zaistnieć ona w mojej pracy.

Gdzie jest domostwo i jego świętość? Mur z cegieł, wydzielona działka na ziemi, a może to co znajduje się wewnątrz mojego sklepienia niebieskiego – w głowie.

Ezoteryzm oraz ogólny rozkwit człowieka są dziedzinami, gdzie uczy się człowieka jak być układnym wobec przestrzeni i działać z poziomu miłości oraz przymykania oczu na wszelkie bodźce dochodzące niczym fala. Jak w trzech małpkach, które są symbolem, iż nie widzę, nie słyszę i nie wspomnę o tym wszystkim co jest trucizną dla mojego miru.

Oczywiście, nigdy nie napiszę o sobie, iż byłem człowiekiem „świętym”, bowiem jako młody chłopak z ulicy traktowałem życie bardzo destrukcyjnie. Wiem doskonale, że natworzone tam wówczas wszelkie częstotliwości i fale z mojej kreacji, nawet po dzień dzisiejszy będą powracać. Czas jest tylko pojęciem dla niewolników, aby wiedzieli od której do której mogą żyć. Mistyk zaś widzi z perspektywy swój PUNKT ZERO i wie, iż jedna cielesna manifestacja nie jest jedyną możliwą do osiągnięcia formą, jest jego cały legion. Zatem odchyleń podczas przypominania jest wiele zauważalnych, wiele również powraca jak echo wydarzeń z częstotliwości wzbudzanych, ale to nie wszystko, bowiem po fraktalu można śmiało stwierdzić, iż to co wydaje się jakąkolwiek rzeczywistością dla Ciebie jest tylko zabawą dla tego, który kreuje obok.

Życie jest snem, snem, który ma Ciebie zbudzić, abyś go ujrzał w całości.

Byłem podczas Drogi świadkiem wielu okrucieństw i bestialstwa człowieka wobec człowieka, wiem doskonale co ludzi pcha w objęcia znęcania się nad drugim. Znając mistycyzm ducha i wiedząc o jego nierealności, można śmiało powiedzieć, iż wszystko jest w Tobie, wykreowałeś tą częstotliwość, bowiem jedyna projekcja wydobywa się z umiejscowionej rzeczywistości w szyszynce. Więc niby jest to logiczne, ale zaczyna się tworzyć pewne odstępstwo, bowiem będąc świadkiem nie raz katowania człowieka przez drugiego człowieka, zastanawiasz się gdzie jest granica własnego Miru Domowego.

Zatem choć paradoksalnie wszelkie istnienie jest zrodzone z pierwszej fali oderwanej od ciszy i można śmiało powiedzieć, iż nie ma praktycznie kogo zbawiać, bowiem jest to kuriozum rozwoju duchowego, to nadal nie ma odpowiedzi na pytanie gdzie jest granica. Dusza jest nikim, ciało jest przejawem, a cała reszta głębokim snem. Wiemy już doskonale, że nadanie poprzez uduchowienie lub rozwój jakiejkolwiek formy dla duszy, będzie powodować patologię, więc poznanie mechanizmów docierających jest jedyną możliwością poznawczą. Więc, skoro dusza jest bezimiennym kształtem w oceanie bezforemności, to można zauważyć odgrywająca rolę mentalnego świata przejawiania fal. Zatem, jeśli jesteś sinusoidą tworzonej częstotliwości podróży i powrotu jej do momentu powstania wedle mechanizmu mentalnego, to jest możliwość, iż wszystko jest mentalnym światem, a nieokreślone tylko Duszą – CISZĄ bezimienną.

Reasumując własne „wypociny” na temat przemyśleń, zauważam, iż w tysiącu wykreowanych fal i częstotliwości, nie mam teoretycznie świadomej możliwości porozumienia się i przebywania nawet z nieokreślonym. Jeśli myślisz o pustce, to jest to słowo, logicznie myśląc jest to kreacja mentalnego przejawienia, zatem nie ma nic wspólnego z Duchem. Jeśli mówił bym o Duchu, iż jest święty, zły, wysoki, niski, lub ogólnie wypowiadał słowa jakiekolwiek określające, wówczas nadaje formę fali i przestaje być już to CISZĄ.

Sen jest tak głęboki, iż spieranie się z nim na jakimkolwiek poziomie przestaje mieć znaczenie, jedynie można zrozumieć jego mechanizm, logicznie myśleć i nie blokować obecności w obserwowaniu własnej Kreacji. Wiemy, iż całość z założenia istnieje, gdyż jako zbiór organizmów wytwarzających fale utwardzamy przestrzeń codziennie. Chęć porzucenia tworzenia jakiejkolwiek obecności, uważam, iż tworzy również potężne fale. Czynność jest czynnością, a częstotliwość jest częstotliwością, chęć nie uczestniczenia w niej nadal jest nią samą, dlatego idąc tym tropem, zaczynasz rozumieć, że nawet najśmielsze wyjście jest tylko głębszym umocnieniem wejścia.

To zabawne jak wiele możesz dostrzec, gdy prowadzisz monolog wewnętrzny, tworząc falę i obserwując przypomnienie.

Powracając do esencji własnych przemyśleń, można śmiało zauważyć, iż w milionach częstotliwości i przejawiań jest możliwość w postaci powracania do wyciszenia, na sekundę, na dwie. Powracanie do wewnętrznego domu z rubieży własnych Kreacji snów, gdzie przejawione stają się koszMARY w poznane. Domostwo jest postawione wewnątrz skrzydeł matki i ojca, wewnętrznych filarów w kręgosłupie oraz mądrości w logicznym myśleniu. Asertywność wewnętrznego Boga w ograniczaniu częstotliwości, lub dokonywaniu wypiętrzenia fal w momencie zaistnienia w Domostwie przykładowego okrucieństwa falowego, może być czynnikiem poznawczym głębszego zrozumienia własnego świata. Cóż bowiem jest czynem, tylko to co inny może określić jego mianem, zatem sen jest jeszcze głębszy, bowiem wierzymy, iż cokolwiek się dzieje, albowiem dopuszczamy bodziec oceniający jego stan. Jeśli coś upuścisz, nikt nie jest w stanie powiedzieć, że zaistniała korelacja falowa między przedmiotem a Twoją dłonią, bowiem musiałby utwierdzić Ciebie, iż jest czynnym uczestnikiem Twojego własnego snu.

Jeśli więc wewnątrz snu, pojawia się koszMARA, która jest częstotliwością wytworzoną przez naszą nieuświadomioną część i leci z prędkością światła w stronę świadomego obserwatora, dojdzie do relacji między tymi płaszczyznami. Walki, przemocy, przepychania, obserwowania, odejścia, zaistnieje asymilacja MARY do uświadomionej części na podstawie logicznego ciągu wydarzeń, lub umocnienia jej samej i ponownego wyparcia w otchłań zapomnienia. Ten drugi wątek może prowadzić do namaszczenia własnej częstotliwości wypartej i powrotu w silniejszej jej formie.

Granica jest tylko pojęciem wytyczonym przez uświadomioną krainę wewnętrzną, więc nawiedzenie MIRu DOMOWEGO poprzez własne wyparcie jest formą odśrodkową. Jednak jeśli spojrzeć na to falowo jest widoczna pewna zależność, iż pierwsza fala może zostać uświadomioną częścią, zaś druga staje się tylko wiatrem, który może podważać pierwszy efekt pojednania na rzecz kolejnego podziału. OK, jeśli więc doszło do rozdźwięku na wiele cząsteczek fal w przestrzeni, to nadal mentalny świat jest w stanie widzieć tylko to co uświadomione i nie ma takiej możliwości, aby zostało powzięte uczestnictwo w tym co zapomniane. Dzisiejsza wiedza może okazać się jutrzejszym zapomnieniem, nikt nie jest w stanie określić poziomu w studni poznania. Zatem jeśli pierwsze ziarno zostało powzięte i uświadomione z koszMARY, wówczas nie ma takiej potrzeby, aby kolejne ziarno obrabiać i asymilować poprzez przypomnienie. Dokonując uświadomienia MIR DOMOWY staje się bezgranicznym oceanem mentalnego świata, który znając mechanizmy może dokonać wyboru na podstawie rozpoznawania bodźców wewnątrz uruchamianych. Opatrzność dokonuje w nas poprzez asertywność odstąpienia w momencie odchylenia od rdzenia i w momencie zbyt dużego jak na obecną chwilę potencjału. Branie całości, iż nią jest, może być o tyle złudne, że coś co się wydarzyło może powracać ponownie jako ta sama muzyka, lecz podbita potencjałem o jeden stopień na pięciolinii. Owszem podniecenie, iż teoretycznie jest ona zupełnie odmienna zaślepia logiczny osąd tego, że jest to ta sama barwa z podbitą gamą. Czy zatem jest sens istnieć w ciągłym powtarzaniu tej samej pięciolinii, aby spełnił się sen o powtarzalności jak również wewnętrzna potrzeba niewzruszalności?

MIR DOMOWY jest we mnie i będę o nim prowadził wewnętrzną dysputę, skoro nie ma tego co jest, aby mógł ocenić czego nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *